Mapy, kompasy, GPSy, Google Earth, wizualizacje, wydruki i inne pierdoly… Wszystko to o kant dupy potluc. Trzeba myslec a nie rysowac kreski na komputerze…
Mialem plan by pojechac Hwy 4 przez Ebbetts Pass za Bear Valley i wrocic przez gory jakimis lesnymi drogami (tzn. przedrzec sie do Hwy 88). Po drodze mialy byc rzeki, jeziora, niedzwiedzie, gole panny i inne atrakcje… Skonczylo sie na dlugiej wycieczce po szosach (190mil)… nie przewidzialem ze w lesie na polnocnej stronie kanionu nadal lezy snieg… Miekki i topiacy sie w oczach ale jednak snieg. Zdecydowanie za gleboki dla moto. Ale okolica piekna i napewno tam wroce (moze z rowerem i namiotem).





Tak to w zyciu jest. Na poczatku wcale sie nie podoba. Nastepnie wysmiewamy. Potem jedna proba, druga i nawet smakuje a potem juz z gorki – prosto na dno… Dzis po raz pierwszy owinalem tasma kierownice w rowerze szosowym… Co to oznacza:
- Juz zajezdzilem jedna owijke – wiec moze jestem ochydem?
- Dokonalem osobiscie naprawy wlasciwej tylko szosowcom, dbajac o estetyke i szczegolike (to tez cecha szosowcow) -Â jestem ochydem…
- Chce zajezdzic nastepna owijke – wiec jestem ochydem!
Dla mnie osobiscie cala ta czynnosc miala znaczenie co najmniej chrztu albo raczej bierzmowania. Brzmi tragicznie. Co bedzie jak skoncze jezdzic na MTB i zaczne tylko szosowac? Oczywiscie zartuje. Po zmianie owijki szosowke powiesilem na haku i odpalilem moto ;-)
Na koniec podziekowanie dla Macieja za telefoniczne rady “jak owinac kierownice w szosie?”.
Just in case you don’t know. I am here. Yeti, Bigfoot, Sasquatch (you call it) lives here. In Tahoe. Why I am writing about it? Looks like some people are waisting time and money still searching for me…
http://www.bfro.net/
Good luck ;-)
To juz koniec, nie ma juz nic… Snieg topnieje w oczach. Wyciagi zamkniete. Czas wysuszyc do konca buty narciarskie, nasmarowac narty i odstawic to wszystko do schowka. Koniec ze sprawdzaniem pogody w intenecie, trzymaniem kciukow przed kazdym przechodzacym frontem atmosferycznym, modlitwami o “powder day”, nocnym smarowaniem nart i wstawaniem o swicie by zdazyc na pierwsze krzeselko. Bedzie mi brakowalo bolacych ud, czytania prognoz lawinowych i zwyklego machania szufla by odsniezyc schody…


Wedlug statystyk Heavenly spedzilem 31 dni na stokach. Dodajac dni w terenie i w Kirkwood bedzie tego sporo ponad 40. Niezle.  W przyszlym roku musze dojsc do 60 dni. Moze w koncu naucze sie pozadnie skakac i jezdzic tylem na krawedziach… w tym roku znowu zabraklo na to czasu. Ale nastepna zima juz za pare miesiecy! :-)
Â
