Koniec sezonu
To byla rewelacyjna zima. Snieg. Ludzie no i Daria, ktora opanowala jazde na desce i zakochala sie w sniegu. To chyba jej najbardziej bedzie zal… Dziekujemy wszystkim ktorzy jezdzili z nami tej zimy!
To byla rewelacyjna zima. Snieg. Ludzie no i Daria, ktora opanowala jazde na desce i zakochala sie w sniegu. To chyba jej najbardziej bedzie zal… Dziekujemy wszystkim ktorzy jezdzili z nami tej zimy!
Wyszedlem z pracy. Jade w kierunku domu. Rafi juz czeka na Spooner Summit i rozgrzewa skuter. Jest zachwycony moca silnika po wymianie swiec. Przebieram sie. Robimy pare zdjec kolo parkingu. Ubieram narty, chwytam linke i w droge. Tej mocy faktycznie przybylo. Czemu on tak nagina pod gore. Grudy lodu i sniegu spod gasinicy wala mnie po udach, boli na maxa. Na gorze mam znowu robic foty. Shit! W rekawiczkach przestawiam aparat na samowyzwalacz. Zdjecie jest ale 10 sekund za pozno kiedy Rafal szuka czapki po ladowaniu. No nic, jeszcze jedna proba i jeszcze jedna. Udalo sie. Wbijam sie w narty, przestawiam buty na zjazd napieram miedzy drzewami na dol. Snieg nie jest wcale taki fajny. Twarda skorupka na wierzchu nie pomaga, narty sie wcinaja, jest tak sobie. Dojezdzam do drogi, dogania mnie Rafal. Nowy kierunek – jedziemy w strone Genoa Peak.
Rafal jedzie a ja trzymam sie kurczowo sznurka i usiluje utrzymac sie za skuterem i uniknac tego co wylatuje spod niego. Na grzebiecie spotykamy kilka osob na skuterach. Snieg jest taki sobie: szren lamliwa. Robimy kilka zdjec i rozpoczyma zjazd w kierunku slonca (i Tahoe). Walcze jak moge ale zakrety wychodza mi srednio w tych warunkach. Snieg lamie sie pod nartami i co bym nie robil one jada prosto… robie wiec jakies masakryczne zakosy i rozpaczliwe skrety. Odruchowo jade w kierunku drzew i stokow skierowanych bardziej na polnoc.
Jest lepiej, wychodzi mi nawet kilka pozadnych skretow a sceneria jest zajawkowa na maxa. Zachodzace slonce, drzewa rzucaja dlugie cienie, dziewiczy snieg. Troche podejzane jest to ze nikt tu wczesniej nie jezdzil… Rafi zjezdza za mna. Proba nawrotu i skuter zakopuje sie w sniegu. Machamy lopatkami, przewracamy maszyne. I zjezdzamy jeszcze nizej. Drzewa tu coraz gestsze. Rafi robi slad z powrotem w gore by wrocic po mnie i wyciagnac mnie do gory. Okazuje sie troche za ciezki i skuter znowu grzeznie. Lopatki. Ide sprawdzic czy damy rade przedrzec sie przez drzewa ponizej nas. Jest gesto i nie wyglada to dobrze. Zakladam foki i podchodze w kierunku Rafala. On uwolnil skuter i zjechal troche nizej by ocenic sytuacje. Obracamy maszyne by podjac jeszcze jedna probe podjazdu. Prawie by sie udalo. Skuter znowu ryje dziure w sniegu. Znowu lopatki. Zero szans na podjazd. Ruszamy w dol. Coraz wiecej drzew. Jade pierwszy ale to co widze nie napawa optymizmem. Rafal tez to widzi, nie da sie jechac w dol ani w poprzek stoku. Sciemnia sie ostatecznie. “Zostawiamy skuter” – tak brzmi zaproszenie Rafala do dlugiego spaceru. Na chwile wlaczam GPS: do ubitej drogi jest mniej niz kilometr. Dzwonie do domu by powiedziec ze sie spoznie.
Kompas na mojej szyi wskazuje ze idziemy na zachod. Gesto i gleboko. Strumien. Na nartach i fokach jest mi latwo. Rafal pelznie po pas w sniegu. Po prawej mamy jakies zasniezone i zarosniete bagno do ktorego staramy sie nie zejsc. Co chwile przecinamy jakis row (byc moze z woda) ktory do tego bagna wpada. Rafal dzwoni do kolegi: “jestesmy w lesie wsrod drzew” – mam nadzieje ze gosc nie wyjedzie nas szukac… W koncu wychodzimy na polane pelna zmrozonego sniegu. Gwiazdy sa super. Napieramy dalej. Znowu przedzierka, krzaki, strumien. Podejscie w gore. “Troche bardziej w prawo” – Rafi ma racje. “Spodoba Ci sie ten widok” – odpowiadam. Piec metrow dalej jest juz rozjezdzona przez skutery lesna droga. Hi-5. Zeszla nam tylko godzina.
Pijemy wode. Czasem zakladamy deski by zjechac. Napieramy. Tup tup przez las. Deja vu. Ta polane to juz widzielismy – a przynajmniej myslalem ze to ta. Znam to droge z lata. Jezdze tu moto. Zima wszystko jest inne. Na nogach wszystko wydaje sie dalej… Idziemy i idziemy. Juz blisko. W sumie jest wesolo choc gadamy niewiele. Tryb oszczedzania energii. Tup tup. Widzimy swiatla. Sam nie wiem czy to Tahoe City czy Glenbrook. W sumie nie ma to znaczenia. Kontur gory z prawej utwierdza mnie tylko w przekonaniu ze mamy jeszcze sporo do podejscia. Gdzies wysoko widac snop swiatla. Wyrownuja droge dla skuterow. Do nas nie dojada raczej. Idziemy tup tup. Ostatnie podejscie jest najgorsze. Niekonczaca sie opowiesc. Za kazdym zakretem kolejny odcinego pod gore. Mam dosc narciarskich butow i nart na ramieniu, w sumie to mam dosc wszystkiego. Krzyzowka – teraz juz tylko zjazd. Droga jakas zmrozona. Rafal pedzie w dol na desce. Ja chce zwolnic ale on jedzie w snopie mojej czolowki. Jakos daje rade. Jeszcze sto metrow z buta i jestesmy przy samochodach. Smiech. Hi-5. Batoniki (po trzech godzianach marszu smakuja najlepiej na swiecie!). Bez skutera ta przyczepa wyglada jakos biednie. Jedziemy do domow… dochodzi polnoc…
Dzis dzwonil Rafal. Odzyskal skuter z kolega. Jest dobrze. Czekam na nastepna przygode.
Powered by WordPress